sobota, 26 maja 2012

8. Teraz ja się tobą zaopiekuje


8. Teraz ja się tobą zaopiekuje...

-Że jak?!
Mój rudowłosy chrzestny wyraźnie się speszył. Spojrzał na mnie błagalnie. Widać, Konan zwykle nie reaguje tak gwałtownie. Szybko przeanalizowałam sytuację i postanowiłam się wtrącić.
-Konan-san, może porozmawiamy o tym później? Inni chyba też będą chcieli wiedzieć, a nie ma sensu się powtarzać...chyba? - ostanie słowo dodałam pod wpływem ostrego wzroku niebieskookiej.
Po chwili kiwnęła głową i przeleciała (bez skojarzeń) po mnie wzrokiem.
-Jesteś okropnie ubrana. - oczywiście miała racje. Moje ubranie, sprane i nie pierwszej nowości, nie wyglądało za dobrze, szczególnie, że po treningu i walce z Gaarą było podarte i ubrudzone. -Powinnaś się wykąpać i przebrać.
-Wiem, ale nie mam w co. - odpowiedziałam cicho.
-Nagato – teraz wyraźnie zwróciła się do rudego – oczywiście nie pomyślałeś, żeby dać jej się spakować, albo kupić jej coś?
-Nie. - cicha odpowiedź ze strony mojego krewnego najwyraźniej kompletnie załamała dziewczynę. Pokręciła ona głową i złapała mnie za rękę.
-Teraz ja się tobą zaopiekuje, a na ciebie Nagato, czeka trochę roboty papierkowej.
Ciągnięta przez Konan odwróciłam się tylko i pomachałam nieśmiało okolczykowanemu. On uśmiechnął się lekko do mnie i zniknął w chmurze dymu.

~~~~~~
Notka krótka i jakaś taka nijaka.
Następna będzie lepsza. Chyba.

poniedziałek, 21 maja 2012

7. Przydatne jutsu


7. Przydatne jutsu

Uśmiechnęłam się zadowolona. Teraz miałam całą swoją chakrę, wybitnie obfitą, jak na człowieka. Zwróciłam się w stronę pochrapującego białowłosego, ziewającego gostka przypominającego z wyglądu rekina, zamaskowanego, który przeliczał coś na kalkulatorze i przewracającego się z boku na bok, chłopaka przytulającego misia i złożyłam kilka pieczęci: ptak, koń, ptak, pies, świnia.
Kiedy złożyłam ostatnią z nich mruknęłam cicho: Jutsu Przebudzenia Chakry
Nad każdym ze sprawców ''burdelu'' pojawiła się złoto-pomarańczowa poświata.
Nie minęło kilka sekund, aż pokazały się skutki tego jutsu. Wszyscy do tej pory śpiący szybko podnieśli się i, z zaniepokojeniem i czerwonymi rumieńcami, spojrzeli na swoje krocza. Widząc niepokojąco twarde dowody pobudzenia, szybko wybiegli z salonu.
Nagato-kun stał i patrzył z niedowierzaniem na uciekających członków Akatsuki.
Za to ja patrzyłam na wstającego powolutku chłopaka z misiem. Widząc dwie pary wlepionych w niego oczu, które zgodnie wpatrywały się w jego rozporek, zamaskowany powiedział z zawstydzeniem:
-Tobi musi siusiu – i podskakując wyszedł z salonu.
Rudowłosy zamrugał kilka razy, a potem wybuchł śmiechem. Po chwili dołączyłam do niego.
Takich roześmianych zastała nas niebieskowłosa dziewczyna z kwiatem we włosach. Patrzyła na nas z niedowierzaniem i zdumieniem wymalowanym na twarzy.
-Pein? - zapytała, chyba było to skierowane do Nagato, bo on natychmiastowo się wyprostował i uspokoił. Tak samo i ja. Przed chwilą uśmiechnięta, teraz moja twarz wyrażała jedynie cichą obojętność.
-Słucham Konan?
-Kim jest ta dziewczyna koło ciebie? - ach...chłodne spojrzenie spoczęło na mnie i oceniało. Czułam, że nie wypadłam w jej oczach najlepiej.
-To jest...eee, tak właściwie, kim ty dla mnie jesteś?
-Nie wiem, Nagato-kun. - zauważyłam jak przy jego imieniu, oczy dziewczyny się rozszerzyły. Najwyraźniej się zdziwiła, że mówię do niego po imieniu.
-Może inaczej. Jak się nazywali twoi rodzice?
-Nanase i Yōsuke.
-Ach... W takim razie, Miyumi jesteś moją chrześnicą. - powiedział spokojnie.
Na mojej twarzy pojawiło się wielkie zdziwienie, ale szok na twarzy Konan spokojnie je przebijał. Otworzyła ona usta ze zdumienia, a jej oblicze było jednym wielkim znakiem zapytania.
-Że jak?!





















sobota, 12 maja 2012

6. Debile, burdel i pieczęć na obroży


6. Debile, burdel i pieczęć na obroży

Kiedy znaleźliśmy się w budynku, Miyumi zaczęła się niepewnie rozglądać. Widziałem jej zdziwienie, organizacja, mimo że nieprzyjemna z zewnątrz, była dobrze urządzona i rozświetlona świecami i pochodniami.
-Um, Nagato-kun? - ciszę przerwało ciche pytanie czerwonowłosej.
-Słucham? - nie umknęło mi to, że dziewczyna lekko się zawahała przy moim imieniu.
-Mógłbyś mnie już postawić? - zapytała zażenowana.
Kiwnąłem głową i postawiłem ją na podłodze. Wyprzedziłem ją i poprowadziłem do pokoju wspólnego Akatsuki, zwanego także salonem.
Zastaliśmy tam prawdziwy burdel. Porozwalane wszędzie opakowania po chipsach, żelkach, ciastkach i wszystkich innych słodyczach, na szklanym stoliku leżał karton z niedojedzoną pizzą, a w kącie pokoju stało sporo puszek po piwie i kilka flaszek wina oraz wódki. Na kanapie leżał rozwalony Hidan, na podłodze Kisame, oparty o stół był Kakuzu, obok niego, ściskając jakiegoś misia z oderwanym uchem spał Tobi.
Rozejrzałem się i nie widząc nikogo innego, wciągnąłem powietrze, żeby się uspokoić. Nie udało się.
-POBUDKA, WY POJEBAŃCE I SPRZĄTAĆ MI TEN BURDEL!!! - krzyknąłem głośno. Widząc, że otworzyli oczy i, w przypadku Hidana, spadli z miejsc w których spali, wydarłem się jeszcze głośniej. -DEBILE, NATYCHMIAST WSTAWAĆ I DO ROBOTY!!! JAK WRÓCĘ, MA TU BYĆ TAK CZYSTO, ŻEBYM MÓGŁ SIĘ WSZĘDZIE PRZEJRZEĆ! -słysząc ciche pomruki Hidana brzmiące podobnie do ''spierdalaj, dziadu na drzewo, ja tu śpię'' żyłka na czole zaczęła mi pulsować.
Miałem zamiar użyć mojego Shinra Tensei, żeby trzasnąć nim o ścianę, ale powstrzymał mnie przed tym słaby uścisk na nadgarstku. Spojrzałem na Miyumi.
-Jeśli zdejmiesz mi obrożę, to mogę ci pomóc.
Kiwnąłem głową. Uniosła włosy do góry, żeby było mi łatwiej dostać się do zapięcia obroży. Kiedy się dokładniej przyjrzałem, zauważyłem pieczęć, porażającą każdego, kto próbował zdjąć obrożę, a nie był z klanu Fuuma. Szybko ją odpieczętowałem i poczułem jak jej chakra, trzykrotnie większa, wypełnia jej jestestwo.
Na twarzy czerwonowłosej wykwitł uśmiech.