8. Teraz ja się tobą zaopiekuje...
-Że jak?!
Mój rudowłosy chrzestny wyraźnie się speszył. Spojrzał na mnie błagalnie. Widać, Konan zwykle nie reaguje tak gwałtownie. Szybko przeanalizowałam sytuację i postanowiłam się wtrącić.
-Konan-san, może porozmawiamy o tym później? Inni chyba też będą chcieli wiedzieć, a nie ma sensu się powtarzać...chyba? - ostanie słowo dodałam pod wpływem ostrego wzroku niebieskookiej.
Po chwili kiwnęła głową i przeleciała (bez skojarzeń) po mnie wzrokiem.
-Jesteś okropnie ubrana. - oczywiście miała racje. Moje ubranie, sprane i nie pierwszej nowości, nie wyglądało za dobrze, szczególnie, że po treningu i walce z Gaarą było podarte i ubrudzone. -Powinnaś się wykąpać i przebrać.
-Wiem, ale nie mam w co. - odpowiedziałam cicho.
-Nagato – teraz wyraźnie zwróciła się do rudego – oczywiście nie pomyślałeś, żeby dać jej się spakować, albo kupić jej coś?
-Nie. - cicha odpowiedź ze strony mojego krewnego najwyraźniej kompletnie załamała dziewczynę. Pokręciła ona głową i złapała mnie za rękę.
-Teraz ja się tobą zaopiekuje, a na ciebie Nagato, czeka trochę roboty papierkowej.
Ciągnięta przez Konan odwróciłam się tylko i pomachałam nieśmiało okolczykowanemu. On uśmiechnął się lekko do mnie i zniknął w chmurze dymu.
~~~~~~
Notka krótka i jakaś taka nijaka.
Następna będzie lepsza. Chyba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz