poniedziałek, 23 kwietnia 2012

5. Zdziwienie, przestrach i zażenowanie


5. Zdziwienie, przestrach i zażenowanie

Razem z Sasorim wracałem z misji. Już mieliśmy wchodzić do kryjówki, kiedy wyczułem chakrę dwóch osób za nami. Miałem to powiedzieć Dannie, ale on też już to zauważył.
Cóż, czego innego się spodziewałem, un? Przecież skoro ja to zauważyłem, to on tym bardziej.
Odwróciłem się szybko, wkładając ręce do woreczka z gliną i przygotowując się do walki.
Jednak, ku swojemu zdumieniu, zobaczyłem tylko Lidera trzymającego za rękę chudą, niewiele młodszą ode mnie dziewczynę.
Była wyraźnie przestraszona. Rozglądała się na boki i kiedy tylko nas zauważyła, jej źrenice rozszerzyły się ze strachu. Schowała się za przywódcą naszej organizacji, nadal nie puszczając jego ręki.
-Deidara? -do rzeczywistości przywołał mnie opanowany głos mojego mentora. - Idziesz?
-Hai, Sasori no Danna.* - mruknąłem odruchowo i poszedłem za moim partnerem od misji, nadal myśląc o przelęknionej dziewczynie.


Kiedy teleportowaliśmy się w pobliże organizacji, dziewczyna się zachwiała. Przytrzymałem ją, dziwiąc się, jak będąc tak chudą może nadal się ruszać.
Poklepałem ją po plecach.
-Każdy tak ma, po pierwszych teleportacjach na taką odległość. Nie martw się, przyzwyczaisz się.
Kiwnęła niepewnie głową.
-To dobrze. - mruknęła cicho.
Nadal ją podtrzymując powoli szliśmy w stronę kryjówki. Kiedy od wejścia dzielił nas tylko zakręt, dziewczyna zaniepokojona się rozejrzała.
Pewnie wyczuła chakrę Deidary i Sasoriego.
Kiedy nieco się zbliżyliśmy, zauważyłem zdziwione spojrzenie blondyna, którego dłonie były zanurzone w woreczku z gliną.
Nie rozpoznał mojej chakry? Rany...gdyby nie to, że ma takie osobliwe zdolności, nigdy bym nie przyjął takiego głąba do mojej organizacji. No cóż, mus to mus. Całe życie z idiotami, jak zwykł mawiać Yahiko.
Byłem wdzięczny lalkarzowi, który widząc, że nie kwapię się, by do nich podejść i przedstawić nastolatkę, pośpieszył Deidarę. W tym momencie, kiedy moja drobna towarzyszka zobaczyła wyżej wymienionych członków, ścisnęła mocniej moją rękę i schowała się za mną. Pogłaskałem ją uspokajająco kciukiem po dłoni. Nieznacznie się odprężyła.
Spokojnym krokiem podeszliśmy do jeziora, którym było otoczone wejście do organizacji.
Spojrzałem na dziewczynę pytająco.
-Możesz...?
-Nie wiem – weszła mi w słowo – spróbuje.
Niepewnie postawiła stopę na tafli wody. Przez chwilę na niej stała, po kilku sekundach zapadła się po kostki w wodzie.
Westchnęła.
-Dopóki nie zdejmę obroży, nie jestem w stanie utrzymać ani wykorzystać chakry.
Teraz ja westchnąłem. Wiedziałem jak to będzie wyglądać, ale nie miałem wyjścia. Szybkim ruchem podciąłem dziewczynie nogi i nie zważając na jej cichy okrzyk, wziąłem ją na ręce. Chcąc nie chcąc, musiała złapać mnie za szyje. Zerknąłem na jej twarz. Miała przymknięte oczy, zarumienione policzki, a jej mina wyrażała zażenowanie.
Z lekkim uśmiechem odpieczętowałem wrota do kryjówki i nadal niosąc na rękach drobną dziewczynę, wkroczyłem do środka.

Hai, Sasori no Danna.* - Tak, mistrzu Sasori

środa, 18 kwietnia 2012

4. Klan Fuuma


4. Klan Fuuma

W siedzibie klanu Fuuma było właśnie zebranie, kiedy nagle na środku buchnął biały dym, a z niego wyłonił się mężczyzna trzymający na rękach chudą nastolatkę.
Wśród członków klanu zapadła cisza. W końcu przerwał ją młodzieniec, właściwie już mężczyzna, o także rudych włosach, złoto-pomarańczowych oczach i sześciu kolczykach w nosie.


















 

-Kto to jest? - jego władczy głos rozbrzmiał w pomieszczeniu.
-Ależ to nikt ważny, dziewczyna z pomniejszej gałęzi klanu, używaliśmy ją jako szpiega w Suna-gakure. - pośpieszyła z odpowiedzią jedna z kobiet należących do klanu. - Jednak, teraz do niczego nam się nie przyda, wykryli ją. Na pewno będą jej szukać, a zaczną od naszej wioski. Im szybciej się jej pozbędziemy, tym szybciej zniknie następny problem.
-Masz rację, Hashiko.- zgodził się z kobietą jej mąż, pełniący oficjalnie stanowisko głowy klanu Fuuma.- Arukio, - zwrócił się do jednego z młodszych chłopaków stojących pod ścianą. -To twój obowiązek, pozbywać się szkodników.
-Hai, Mukkone-sama. - blady i wysoki chłopak wysunął z pochwy katanę i szybkim krokiem podszedł do leżącej na podłodze dziewczyny. Ta uniosła na niego oczy. Spojrzał na nią i zawahał się. Na twarzy dziewczyny pojawił się smutny uśmiech.
Arukio opuścił ostrze, celując w serce, jednak nie wykonał ciosu. Nie mógł, ponieważ katana wyleciała mu z dłoni.
-Dość! - odezwał się ponownie młody mężczyzna ubrany w płaszcz w czerwone chmurki. -Mukkone, zawsze wiedziałem, że nie nadajesz się na głowę klanu, ale to przekracza wszelkie granice. Co ta dziewczyna takiego zrobiła?
-Nagato, proszę, nie wtrącaj się – Odezwała się z lekkim przestrachem „głowa klanu”. -Będą jej szukać...
-Tak samo jak większości osób z tego klanu. - przerwał mu zdecydowanie Nagato.
-Och, ale ona jest...taka...
-Jaka?
-Mukkone-sama chce powiedzieć, że obudziłam Rinnegana i posiadam Element Ciemności – Meiton, i że pokłady mojej chakry są trzykrotnie większe od wszystkich członków tego klanu razem wziętych. - wyszeptała cicho.
-Tak? - zapytał zaciekawiony – mogłabyś zademonstrować?
Na twarzy dziewczyny wykwitł lekki rumieniec, jednak po chwili dotknęła czarnej obroży i pokręciła głową.
-To blokuje przepływ mojej chakry, a zmienić właściwości obroży i zdjąć ją może tylko jeden z członków klanu.
-W takim razie, Mukkone – zwrócił się Nagato do mężczyzny – Nic nie stoi na przeszkodzie, byś zdjął to żelastwo z...
-Oczywiście, że stoi wiele na przeszkodzie! - wykrzyknął oburzony Mukkone – chcesz żeby nas wszystkich pozabijała i zniszczyła siedzibę klanu?! Zabierz ją stąd, skoro ci tak na tym zależy, ale nie waż się wypuszczać tego potwora w moim mieście!
Nagato wstał i stanął naprzeciwko „głowy klanu”. W jego oczach zagościł Rinnegan.
-Nie zapominaj się – syknął nieprzyjemnym głosem – pamiętaj, że sprawujesz to stanowisko, tylko dlatego, że ci na to pozwalam. I tak dla przypomnienia, bo chyba to też zapomnieliście: To ja sprawuje władzę nad Ame-gakure. To ja jestem Bogiem Wioski Deszczu, tym który posiada oczy Mędrca Sześciu Ścieżek. A skoro ona też je ma, znaczy, że jest dużo ważniejsza od was. A mało ważnych ludzi można szybko się pozbyć. Jak masz na imię? - ostatnie zdanie skierował do czerwonowłosej.
Ta szybko odpowiedziała:
-Miyumi.
-A więc Miyumi jest od tej pory pod moją opieką. A jeśli ktoś z tego klanu podniesie na nią rękę, może być pewny że ją straci. Razem z drugą, żeby było do pary. - złapał za nadgarstek zdumioną tą przemową dziewczynę.
W tej samej chwili pyknęło i oboje zniknęli w chmurze białego dymu.

wtorek, 10 kwietnia 2012

3. Walka, Element Ciemności i Przywołanie


3. Walka, Element Ciemności i Przywołanie

-Nie pozostawiasz mi wyboru. Suna Shuriken! - w stronę Miyumi wyleciały shurikeny z piasku.
Odbiła je wszystkie kataną.
-Mizu Rappa! - z ust dziewczyny wystrzelił strumień wody. Gaara zasłonił się piaskiem.
Nie mam szans – uświadomiła sobie – powiedziałam mu wcześniej, że skupiam się na wodzie i elektryczności, i tego właśnie będzie się spodziewał. Jestem na z góry straconej pozycji. Poza tym, po ostatnich treningach, twarde podłoże zmieniło się w miękką breje, czyli warunki sprzyjają jemu. Chyba nie mam wyjścia...
Zamknęła oczy. Tak nienawidziła tego robić...
-Element Ciemności!

`-`-` Uwaga! Ponieważ nie wiem jak wygląda wykorzystywanie Meiton (E. Ciemności) opisuje go z wyobraźni. Czyli innymi słowy to co będzie tu opisane jest nieprawdziwe i w anime Naruto tego nie znajdziecie. Mam nadzieje, że pomimo tego, opo będzie się podobać. ' -' -'
Pierwszą i ostatnią rzeczą, która zobaczył Gaara były krwiście czerwone oczy z pionowymi źrenicami i dziwny znak na wyciągniętej w jego stronę dłoni. Cała jego chakra zniknęła pozostawiając dziwną pustkę w środku. Nieprzytomny Kazekage upadł bezwładnie w błoto.
Tymczasem Miyumi próbowała uspokoić oszalały żołądek. Nie udało jej się. Zwróciła wszystko co ostatnio zjadła. Używanie Meiton zawsze tak się dla niej kończyło. Wymiotami, krwawieniem z oczu, ust i nosa, utratą przytomności.
Wykończona spojrzała na Gaarę. Brak chakry zwykle kończy się śmiercią, ale jeżeli znajdą go i uzdrowią w ciągu trzech godzin, będzie żył.
-Kuchiyose no Jutsu.- wyszeptała i zrobiła pieczęć z trudem utrzymując się na nogach. Przed nią pojawił się rudowłosy okolczykowany mężczyzna. Na plecach przewieszony miał plecak, w którym znajdowało się mnóstwo zwoi z zapieczętowanymi informacjami. Bez słowa złapał obolałą dziewczynę i teleportował się do Amegakure.

2.Trening, Kazekage... i o co w tym wszystkim chodziło?


2. Trening, Kazekage... i o co w tym wszystkim chodziło?

Po pięciu minutach była na miejscu. Pole treningowe nr 38 było jak zwykle puste. Nikt tu nie przychodził, bo było ostatnim i najdalszym miejscem do treningów.
Rzuciła torbę pod najbliższe drzewo, wyjęła z niej obciążniki na kostki i nadgarstki, i zaczęła się rozciągać.
Po rozgrzewce, zabrała się za bieganie. Najpierw truchtem, potem zaczęła przyśpieszać i w końcu biegła tak szybko, jakby ktoś ją gonił. Oddychała ciężko, płuca paliły ją żywym ogniem, ale była zadowolona. Wczoraj przebiegła 5 km w 10:27 min, a dziś zajęło jej to tylko 10:03 min. Rozpieczętowała pierwszą butelkę wody i wzięła kilka sporych łyków.
Posiedziała jeszcze chwilę, uspokajając oddech, po czym wstała i stworzyła klona. Walczyła z nim kilkanaście sekund, po czym wezwała drugiego. Co pół minuty zwiększała ilość przeciwników. Po chwili walczyła już z siedemnastoma. Zakończyła technikę.
Ok, teraz czas na ninjutsu – pomyślała.
-Bakusui Shōha! - z jej ust wytrysnęła olbrzymia ilość wody.
-Daibakufu no Jutsu! - na jeziorku, które utworzyło się po jej poprzedniej technice uformował się wielki wodny wir. Manewrowała nim chwile, przesuwając go w różne strony. Po chwili przestała i zakończyła technikę.
-Kage Bunshin no Jutsu! - przywołała klona i zaczęła ćwiczyć niedawno poznaną technikę.
-Gokusamaisō! - Ziemia pod klonem zmieniła się w ruchome piaski i zaczęła go wciągać. Jednak wciągnęła go tylko na wysokość kolana.
Miyumi zacisnęła zęby i powtórzyła technikę. Nie wyszło. I jeszcze raz. Znów nie wyszło.
Z zaciętym wyrazem twarzy ćwiczyła technikę Stylu Ziemi. Mimo że jej żywiołami głównymi były woda i błyskawica, uparcie próbowała nauczyć się techniki podpatrzonej u Gaary. On, w ciągu zaledwie pięciu sekund, umiał wciągnąć przeciwnika w ziemie na głębokość siedmiu metrów, tymczasem ona po dwudziestu sekundach wciągnęła swojego klona tylko do ud.
Po następnych dwudziestu minutach treningu musiała się poddać. Technika Gokusamaisō pochłaniała bardzo dużo chakry, a ona miała zamiar ćwiczyć jeszcze co najmniej godzinę, jeśli nie więcej.
Cóż, może jest to technika, którą posługuje się tylko ''Pustynny Gaara''. Może – pomyślała – ponieważ to nie mój żywioł, nie jestem w stanie nauczyć się jej tak łatwo, jak innych. A może mam za mały kontakt z ziemią w porównaniu do naszego kochanego Kazekage...
-Nie lepiej byłoby zacząć od czegoś prostszego?
Jak oparzona, dziewczyna odwróciła się w stronę głosu, odruchowo przyjmując pozycję obronną. Nieco odprężyła się, widząc czerwonowłosego chłopaka, będącego mniej więcej w jej wieku. Jednak dla pewności sprawdziła jego chakrę, upewniając się, że nikt się pod niego nie podszywa.
Kiedy okazało się, że to rzeczywiście on, stanęła normalnie i schyliła się lekko.
-Kazekage*. - nienawidziła tych procedur. Ale, jako genin, jej pozycja była dużo niższa od chłopaka.
-Miyumi Fuuma, ne?*- skinęła głową.
-Hai*. Coś się stało, że Kazekage...
-Iie*, to nie sprawy służbowe. Podpatrzyłaś, jak trenuje?
-Hai.- mruknęła zawstydzona, że dała się przyłapać. Często chodziła i obserwowała, jak jonini z jej wioski trenują i zbierała informacje. Było to jednocześnie jej hobby i obowiązek. Hobby, bo lubiła to robić i była w tym dobra, a obowiązek, bo jej klan dał jej taką misję. Miała zamieszkać razem z bratem w Sunie na kilka lat i być tam szpiegiem. Podczas któregoś spaceru usłyszała, kiedy trenuje Kazekage i poszła go obserwować. Wtedy też zauważyła, jak Gaara używa Gokusamaisō i postanowiła się jej nauczyć.
-Czemu nikt cię nie zatrzymał? - zapytał zaskoczony chłopak. Podczas jego treningów dwunastu shinobi pilnowało, by nikt się nie pałętał i nie zobaczył przypadkiem czegoś nieprzeznaczonego dla jego oczu.
-Nie zauważyli mnie.- odpowiedziała spokojnie, jednak z starannie ukrywanym przestrachem.
-Jaki masz stopień?
-Genin*. - teraz brwi przywódcy Wioski Piasku uniosły się do góry.
-A ile masz lat?
-Siedemnaście.
-I nie zdawałaś jeszcze egzaminu na chunina*? W tym wieku?
Zacisnęła zęby.
Pamiętaj o misji – powtarzała w głowie. - Nie możesz dać się sprowokować. Dostałaś szansę na wolność, nie możesz jej zaprzepaścić.
Mimo tego,chciała pokazać temu aroganckiemu dupkowi, że wcale nie jest od niego gorsza. Widziała ten lekki uśmieszek pałętający się na jego twarzy, oznaczający, że właśnie zaczął uznawać ją za coś słabego i niegodnego jego uwagi. Wiedziała, że jeżeli zawali tą misję, to nic nie powstrzyma ICH przed pozbyciem się jej. Uznała, że małe kłamstewko jej nie zaszkodzi.
-W wieku piętnastu lat, w Amegakure*, zdałam egzamin na jonina*.
Wiedziała, że mimo tego, że był silny Gaara nadal był chuninem. Z niesamowitą mocą, to trzeba było mu przyznać, ale nadal chuninem.
-Amegakure?
-Hai. - odparła z zadowoleniem. Odkąd pamiętała, każdy zwracał się do niej z pogardą. Miło było chociaż przez chwilę być szanowaną
- Niestety, - zaczęła z udawanym smutkiem. - moja mama uznała, że musimy zmienić otoczenie. I razem z moim bratem straciliśmy nasze opaski i dlatego teraz jestem zaledwie geninem.
-Ah. -westchnął zdumiony – Wiesz, co robisz źle? - spytał mnie nagle.
-Iie.
I ku zdumieniu szarookiej zaczął tłumaczyć jej technikę od samych podstaw. Pokazywał, ćwiczył razem z nią i po półgodzinie Miyumi z zadowoleniem zauważyła, że Gokusamaisō, chociaż nadal sporo słabsze od tego wykonanego przez Gaarę, udawało jej się, a klony wytworzone przez nią były wciągane aż do szyi.
-Bardzo dobrze ci idzie. - pochwalił ją Kazekage. -Widziałem, że korzystałaś też z technik wody. Oprócz ziemi, ona też jest twoim głównym żywiołem.
-Ziemia nie jest moim głównym żywiołem. - odparła cicho – Moimi głównymi są Woda i Błyskawica.
-Zaskakująco dobrze ci idzie władanie nad Ziemią.
-Uhm. - przytaknęła mu czerwonowłosa. Dziewczyna miała wrażenie, że wie, w którym kierunku toczy się rozmowa.
-Nie masz może przypadkiem jakiejś specjalnej zdolności w tym kierunku? Jakiegoś Kekkei Genkai*?
-Nie. - skłamała ze spokojem. - Nie mam żadnego Kekkei Genkai.
A więc o to w tym wszystkim chodziło – uświadomiła sobie. -Chciał mnie wypytać i gdybym odpowiedziała twierdząco, wykorzystać. Szkoda, dawno nikt ze mną nie rozmawiał jak z normalnym człowiekiem. Obawiam się, że to koniec mojej misji. Najwyraźniej klanowi będą musiały wystarczyć informacje, które zebrałam do tej pory. Jutro o tej porze będę szykowała się do ucieczki. - postanowiła.-Znów będę traktowana jak śmieć.
-Posłuchaj, Miyumi, widzę, że nie chcesz mi odpowiedzieć po dobroci. - usłyszała słowa, których tak bardzo się bała.-Grzecznie oddasz naszym specjalistom oczy, a my sprawimy, że zapomnisz o tym, że przez ostatnie siedem miesięcy szpiegowałaś naszych joninów i doprowadzisz nas do przywódców Akatsuki* i do ich siedziby.
-Nie pracuje dla Akatsuki! -powiedziała z rozpaczą. - Uwierz mi!
-Nie pozostawiasz mi wyboru. Suna Shuriken!

Kazekage* - dosłownie cień wiatru. Przywódca wioski piasku.
Miyumi Fuuma, ne?* - Miyumi Fuuma, tak?
Hai* - Tak.
Iie* - Nie
Genin* – najniższy rangą ninja, dopiero uczący się, jak być shinobi
Chunin* – lepszy od genina, gorszy od jonina. Średnio groźny ninja.
Jonin* – wysoka ranga ninja, zostaje nim tylko świetnie wyszkolony shinobi.
Akatsuki* – dosłownie Świt, Brzask. Najgroźniejsza na świecie organizacja przestępcza.

1. Największy wróg


Opowiadanie dzieje się przed walką Jirayi i Paina. Konoha nie wie, gdzie jest siedziba Akatsuki. Również nagięłam nieco prawdę: stworzyłam wielki klan Fuuma, z którego pochodzi Lider Akatsuki. Gdzie niegdzie fakty zostaną przeinaczone i nie wszystko może być prawdą, ponieważ nie jestem na bieżąco z Naruto.

1. Najgorszy wróg

Miyumi Fuuma stała i patrzyła na swojego najgorszego wroga. Walczyła z nim codziennie. Nie zawsze wygrywała, ale starała się skończyć z nim, jak tylko można najszybciej. Dziś na niego poświęciła ponad godzinę. Siedziała i walczyła, wysilała mózg, próbując znaleźć na niego sposób.
Nadaremno.
Westchnęła.
No, ile można, pytam się grzecznie, siedzieć nad jednym, głupim zadaniem z matematyki, no, ile?!
No po co, do jasnej cholery, ninja jest potrzebna umiejętność obliczania pola trapezu? Albo trygonometria, ciągi, wyrażenia algebraiczne, pierwiastki, potęgi, nie wspominając już o arytmetyce. No, po jaką cholerę?!
Ja rozumiem. Podstawy: dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, procenty i skala – tyle by spokojnie wystarczyło.
Jestem w stanie zrozumieć, czemu nauczają nas:
biologi – znajomość zielsk i trucizn może się kiedyś przydać,
geografi – żebyśmy znali się na mapach i umieli orientować w terenie,
chemii – żeby umieć sporządzić odtrutkę (i truciznę)
wychowania fizycznego – no to chyba oczywiste, nie?
Ale matmy?!
Nieważne.
Ale wreszcie skończyłam – pomyślała zadowolona z uśmiechem ulgi. Koniec matmy – koniec mordęgi. Z każdego innego przedmiotu miała oceny celujące (6), tylko z tej cholernej matmy dawała wycisnąć tylko dobre+ (4+), a i tak tylko za ładne oczka.
Prychnęła. Odrabianie lekcji z innch przedmiotów zajmowało jej zwykle nie więcej niż dziesięć minut, tylko z matmą użerała się godzinami.
Złapała kilka zwoi z zapieczentowaną wodą oraz kilka tych z technikami, wrzuciła je do czarnej torby. Poszła do łazienki, a kiedy z niej wyszła, jej ciemno rude włosy były już związanie w dwa kucyki, a ubrana była w czarną koszulkę na ramiączka i luźne czarne spodnie do kolan.
Wzięła katanę i przymocowała ją do pasa. Przejrzała się w lustrze. Widziała w nim czerwonowłosą, chudą dziewczynę o ciemnoszarych, smutnych, gdzie niegdzie zabarwionych czerwienią oczach. Na szyi miała czarną obrożę. Jednak jeszcze czegoś jej brakowało. Rozejrzała się po artystycznym nieładzie panującym w pokoju i po chwili znalazła to, czego szukała. Cienki srebrny łańcuszek. Szybko założyła go na rękę i wybiegła z domu.


Okey, to tyle na początek. Mam nadzieje, że wyszło składnie i będzie sie podobało.


Ohayo mina!

Ohayo!
Jestem Darien-san. Jest to mój pierwszy blog na bloggerze, więc nie za bardzo się orientuje. Postaram się dawać notki mniej więcej co tydzień. Prosze komentować i zapraszam do czytania.