wtorek, 10 kwietnia 2012

1. Największy wróg


Opowiadanie dzieje się przed walką Jirayi i Paina. Konoha nie wie, gdzie jest siedziba Akatsuki. Również nagięłam nieco prawdę: stworzyłam wielki klan Fuuma, z którego pochodzi Lider Akatsuki. Gdzie niegdzie fakty zostaną przeinaczone i nie wszystko może być prawdą, ponieważ nie jestem na bieżąco z Naruto.

1. Najgorszy wróg

Miyumi Fuuma stała i patrzyła na swojego najgorszego wroga. Walczyła z nim codziennie. Nie zawsze wygrywała, ale starała się skończyć z nim, jak tylko można najszybciej. Dziś na niego poświęciła ponad godzinę. Siedziała i walczyła, wysilała mózg, próbując znaleźć na niego sposób.
Nadaremno.
Westchnęła.
No, ile można, pytam się grzecznie, siedzieć nad jednym, głupim zadaniem z matematyki, no, ile?!
No po co, do jasnej cholery, ninja jest potrzebna umiejętność obliczania pola trapezu? Albo trygonometria, ciągi, wyrażenia algebraiczne, pierwiastki, potęgi, nie wspominając już o arytmetyce. No, po jaką cholerę?!
Ja rozumiem. Podstawy: dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, procenty i skala – tyle by spokojnie wystarczyło.
Jestem w stanie zrozumieć, czemu nauczają nas:
biologi – znajomość zielsk i trucizn może się kiedyś przydać,
geografi – żebyśmy znali się na mapach i umieli orientować w terenie,
chemii – żeby umieć sporządzić odtrutkę (i truciznę)
wychowania fizycznego – no to chyba oczywiste, nie?
Ale matmy?!
Nieważne.
Ale wreszcie skończyłam – pomyślała zadowolona z uśmiechem ulgi. Koniec matmy – koniec mordęgi. Z każdego innego przedmiotu miała oceny celujące (6), tylko z tej cholernej matmy dawała wycisnąć tylko dobre+ (4+), a i tak tylko za ładne oczka.
Prychnęła. Odrabianie lekcji z innch przedmiotów zajmowało jej zwykle nie więcej niż dziesięć minut, tylko z matmą użerała się godzinami.
Złapała kilka zwoi z zapieczentowaną wodą oraz kilka tych z technikami, wrzuciła je do czarnej torby. Poszła do łazienki, a kiedy z niej wyszła, jej ciemno rude włosy były już związanie w dwa kucyki, a ubrana była w czarną koszulkę na ramiączka i luźne czarne spodnie do kolan.
Wzięła katanę i przymocowała ją do pasa. Przejrzała się w lustrze. Widziała w nim czerwonowłosą, chudą dziewczynę o ciemnoszarych, smutnych, gdzie niegdzie zabarwionych czerwienią oczach. Na szyi miała czarną obrożę. Jednak jeszcze czegoś jej brakowało. Rozejrzała się po artystycznym nieładzie panującym w pokoju i po chwili znalazła to, czego szukała. Cienki srebrny łańcuszek. Szybko założyła go na rękę i wybiegła z domu.


Okey, to tyle na początek. Mam nadzieje, że wyszło składnie i będzie sie podobało.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz